GDYBY MI KTOS PARE LAT TEMU POWIEDZIAL ZE BĘDE GRALA NA TRĄBCE TO BYM GO WYSSMIALA a teraz nie wyobrazam sobie NIC INNEGO ja zaczelam grac na trąbce bo mój dziadziu był trębaczem i zacząm mnie ucztc niestety nie dlugo pozniej zmarkl a mi sie to tak spodobalo<gra> ze chcialam kontynuowac dla niego a przedewszytkim dla siebie i teraz nie wyobrazam sobie nic innego:D
A ja gram bo zawsze imponowali mi panowie którzy gdy ida przez miasto i graja takie piekne melodie. A tak wogule gram bo podoba mi sie to bardzo jak i to ze jest bardzo ladny dzwięk
Ja zacząłem grać przez wujka, który zresztą zprezentował mi pierwszą trąbke :smile: na początku to przyznam szczerze nie bardzo mi sie to podobało, ale puźniej jak już coś zaczęło wychodzić to coś drgnęło i zapisałem sie do orkiestry, a dalszą nauką zajął się pan kapelmistrz. A teraz to bez trąbki nie wyobrażam sobie życia!
Mnie namówił mój kolega, który zapisał sie na orkiestrę... I jakoś tak się zaczęło moje upodobanie do trąbki :smile: :smile: Hehe... Ale teraz nie żałuje tych wszystkich prób, ćwiczeń.. Naprawdę warto było;]]
_________________ Życie jest jak trąbka w orkiestrze jazzowej. Jeśli nic w nią nie tchniesz, nic z niej nie wyjdzie.
Louis Armstrong (1901–1971)
Ja zaczynałem grę na instrumencie w wieku 7 lat. Najpierw zacząłem od orkiestry dętej. Gdy zapisywałem się na orkiestrę wybrałem trąbkę chodź tak naprawdę nie wiedziałem co to jest:D
po krótkim czasie gry w orkiestrze zapisałem się do szkoły muzycznej 1st. co prawda jestem juz ostatni rok i dalej planuję grac na trąbce. Chcę skończyć akademię muzyczna a co będzie potem to zobaczymy
ja wybrałem trąbkę i dzisiaj dostanę, ale do wyboru były chyba wszystkie drewniaki i blaszaki :grin: :grin:.Kurczę tata nie trafił na kapelmajstra i może dziś będzie ale nigdy nic nie wiadomo :neutral: :neutral:.Dopiero dzisiaj ale w dobrym stanie.Wyparzę w sodzie z wodą i będzie dobra, a jak będę miał dostęp do aparatu i neta to wstawię fotki. :smile:
:smile:
Ostatnio zmieniony przez Wojtek Tarna Czw 24 Sty, 2008 18:18, w całości zmieniany 2 razy
W I stopniu zmieniałem instrumenty z klawiszy na klarnet a z klarnetu trąbke wszystko przez to ze mam coś z 2 palcami w lewej rece (3 i 4) a na trabce wiadomo i tak minely juz 4 lata ale NIE MA TEGO ZŁEGO CO BY NA DOBRE NIE WYSZLO :razz:
_________________ Mieć cel i dążyć do niego! Po byku! Ćwiczyć!
Instrument/y: Yamaha ytr4335G
Ustnik/i: Yamaha Gp 17c4
Pomógł: 4 razy Wiek: 18 Posty: 79 Skąd: Suwałki
Wysłany: Wto 26 Sie, 2008 18:58
Już od lat dzieciństwa marzyłem o trąbce... Aby marzenie się spełniło- musiałem grać 3 lata na gitarze i rok na sakshornie, w końcu udało się i nie zmienię instrumentu! nigdy!
_________________ Zacznij działać... Bez tego wszystkie twoje plany i marzenia są bezużyteczne.
Przeczytałam wszystkie strony dot.tego tematu.Niektóre czytałam ze wzruszeniem,ponieważ czasem powody dla których wybrana była właśnie trąbka były b.emocjonalne.Jestem trochę nietypowym Waszym forumowiczem.Ponieważ nie gram na trąbce.Ale najpierw miałam grać na skrzypcach(tradycja rodzinno -nauczycielska).Lecz nie dostałam się do klasy skrzypiec w podstawówce ze wzgl.na zamknięty już limit uczniów i argument przyjmujących nauczycieli,że już trochę gram na forteklapie(której wręcz chorobliwie nie cierpiałam już wtedy).I tak przeciągnęłam się na tym instr.(z bólami)całą podstawówkę muzyczną.Ponieważ nie mam kompletnie predyspozycji pianistycznych.W wieku11 lat zaczęły mnie fascynować stare kantyczki,które znalazłam w pamiątkowym rodzinnym wiekowym śpiewniku.A także już od tak wieku 6 lat(czyli trochę później nim mnie zaczęto zmuszać do pianinka)zwróciłam uwagę na dźwięk organów w kościele.I wcale nigdy nie byłam jakąś fanatyczką religijną,a tym bardziej w tym wieku.Ale interesowało mnie zawsze nie to,co mówi ksiądz,lecz muzyka wykonywana w kościele.Tak w początkach V klasy szkoły podst.zadecydowałam,że będę grać na organach(niekoniecznie w kościele).Potem przeżyłam b.krętą drogę,aby dostać się na te nieszczęsne organy po skończeniu postawówki muzycznej.Najpierw poszłam(znowu na ten zakichany fortepian)do Lic.Muzycznego,ponieważ klasy organów wtedy tam nie było.Męczyłam się w na tym instrumencie okropnie.W końcu,dowiedziałam się,że jednak organy są-w Średniej Muzycznej!Więc zdawałam tam(na organy).Przypominam jednak,że były to b.dawne czasy-kiedy nawet Polak nie był papieżem.I w Polsce był głęboki komunizm.Do szkół świeckich -muzycznych niechętnie przyjmowano nawet chłopców na organy.A co dopiero dziewczynę.Był to w nauce gry instr.rzadki.Na całą szkołę średnią może było wtedy 3 organistów?Lecz,gdy zdawałam ,to w tym roku już szkoła się gdzieś indziej przeprowadziła,a i trochę odwilży antykomunistycznej echa też zaczęły być oznaki.Więc w ten rok był zwiększony trochę nabór.Tak,że przyjęli tych chłopaków trochę więcej,licząc pewnie ,że w trasie naukowej większość odpadnie.Ponieważ klasa organów ma oprócz tego tyle przedmiotów dodatkowych,że ją naprawdę niełatwo skończyć.Wszyscy też poza muzyczną chodzili do szkół licealnych dziennych.Mimo,że zagrałam egzamin wstępny z fortepianu nawet lepiej niż ci chłopcy starający się do szkoły na organy,to mnie nie przyjęto.Bo dziewczyna!Wściekła napisałam odwołanie w czerwcu,które rozpatrzono w październiku.Inni już uczęszczali na zajęcia,a ja tylko do ogólniaka(nowego,ponieważ Liceum Muzyczne zmieniłam na Ogólne).W połowie listopada wskutek różnych problemów formalnych(z uznaniem odwołania etc.,etc.)zaczęłam chodzić na zajęcia do Śr.Muzycznej.Wreszcie na organy!I się nie chwalę,ale nauka mi cały czas z wszystkich przedmiotów szła tam bezproblemowo.A atmosferka w szkole była super!Nauczyciele też!I Okazało się ,że dobrze ,iż radykalnie zmieniłam swoje szkoły.Ponieważ w tym nowym Liceum też było fajnie.Lepiej niż w poprzednim,tylko różnice programowe trochę zmusiły mnie do nadrabiania.Tak się skończyło to w rezultacie,że ci chłopcy,którzy wraz ze mną zdawali egzamin wstępny i na organy się dostali w pierwszym rzucie w większości poodpadali.I szkoły nie skończyli.A ja ją skończyłam całkiem dobrze.Tak mi się w tej budzie spodobało,że potem chciałam robić jeszcze raz tylko nawet ten znienawidzony fortepian jako główny.Lecz dyrektor szkoły mnie pogonił.Powiedział,że regulamin szkoły nie przewiduje studiowania od nowa tej samej szkoły,tylko na innym instrumencie.Przepraszam za ten elaborat,ale pragnę Wam wszystkim zakochanym w swoich instrumentach przekazać,że czasami warto iść za głosem serca i grać na wybranym przez siebie instr.Jest to b.ważne ,aby grać na takim,jaki odpowiada psychicznie danej osobowości.Mimo doskonałego słuchu nie miałam przecież wielkich osiągnięć na tej zakichanej forteklapie.Ponieważ nie miałam predyspozycji pianistycznych(tak orzekli pedagodzy i po latach okazało się,że mieli rację).Nie lubiłam też nigdy tego przeklętego gżdyla.Już prędzej jakoś interesował mnie flet.I tak jest do dziś .Nie lubię grać na pianinku i robię to tylko wtedy,kiedy naprawdę muszę.Inne instr.klawiszowe mogą być-nawet klawesyn,szpinet,nie mówiąc już o ukochanej fisharmonii.Ale tylko nie ten znienawidzony fortepian!Dobrze też iść w obranym przez siebie kierunku i grać na instr. odpowiadającym nam duchowo.Po latach i dziś mówię sobie ,że naprawdę warto było (w moim przypadku) iść niełatwą drogą( po drodze miałam jeszcze przyp. losowe w czasie trwania nauki gry na organach-choroby,wypadek,problemy inne).Dziś też nie chciałabym zamienić organów kościelnych na instr.żaden inny.Nie żałowałam nigdy tego ,że wybrałam taki właśnie.Per aspera ad astra!Pozdrowienia serdeczne dla wszystkich forumowiczów.I działajcie na polu muzycznym dalej!MB.
Hm.Do trąbki mnie specjalnie nie ciągnie(mimo,że w organach też są takie głosy).Wystarczy mi,że nieźle gram na flecie.I jestem właściwie na nim samoukiem,na gitarce też.Po prostu przestudiowałam chwyty i wprowadziłam w życie.Myślę,że ten flet(a usiłowałam na nim grać kilka lat już wcześniej niż na organach )to był już taki substytut organów.Ponieważ organy mają dużo też głosów fletowych.Teraz po latach uważam ,że czasem warto ryzykować i odważnie działać,w celu spełnienia swoich czasem mało realnych (wydawałoby się ) marzeń.No to grajcie dalej na trąbkach-Młode Pokolenie.Grajcie i się rozwijajcie(muzycznie)! Pozdrawiam muzycznie.MB.
Do szkoły muzycznej I stopnia zdawałem na saksofon ,i już miałem iśćdo profesora od tego instrumentu. Okazało się, że go nie było ,i ci z komisji kazali mi wybrać drugi instrument ,przypomniałem sobie ze dzień wcześcniej usłszałem trąbkę w TV i wybrałem trąbkę i tak już zostało ;p Nie żałuje swojej decyzji ,nie zamieniłbym teraz trąbki na żaden inny instrument
Pozdro
_________________ Play hard, go pro!
Wyróżniony w konkursie Mottywator
Instrument/y: Selmer Concept TT, stary Polmuz :)
Ustnik/i: Vincent Bach Corp. 1 1/4 C
Pomógł: 13 razy Wiek: 30 Posty: 790 Skąd: spod stolycy
Wysłany: Nie 11 Sty, 2009 07:59
no, odważny. ja też, w sumie przypadkiem. i też nie zamienię na inny, co najwyżej rozszerzę paletę możliwości
_________________ "Lubię czysty, nienacechowany dźwięk, jak czysty dźwięk bez nadmiaru tremolo i nie nazbyt dużo basu. Tylko dokładnie pośrodku. Gdy nie mogę uzyskać tego dźwięku, nie mogę w ogóle grać."
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum