Najciekawsze napisali na końcu: "Można więc wykonać utwór Gounoda przed lub po liturgii"
Więc niema żadnych przeciwwskazań i można dowolnie koncertować w kościele, ale tylko tak, jak napisali "przed lub po liturgii" Więc to już wiem -- A jak wygląda sprawa z czymś takim?:
W czasie Liturgii organy zastąpić trąbką. Czy tak można? To są intrady, pieśni? W końcu istnieją kościelne orkiestry dęte. I teraz co? Jak ktoś będzie się wyróżniał z orkiestry i ładnie grał ( prowadził głośniej temat) daną pieśń - to co teraz ? Ludzie zwrócą na taką osobę uwagę i w dalszej kolejności owa sytuacja stanie się problemem omawianym jak w temacie który wrzucił kolega actrumpeter? http://www.kkbids.episkopat.pl/anamnesis/47/15.htm
Bo ludzie bardziej skupią uwagę na instrumentaliście a nie Bogu? Albo jakaś kompozycja organy + trąbka piccolo? Świetna sprawa.
W Częstochowie na odsłonięcie obrazu Matki Boskiej gra Septet Instrumentów Dętych Blaszanych z klasy prof. Marka Piątka. Bardzo dobrzy instrumentaliści, często nagradzani na konkursach! Znajdzie się kilkoro osób zauważywszy ich świetny poziom i talent. I co teraz? Grzech?
Dla mnie to taka sytuacja bez wyjścia. Życiowy Szach Mat. Tak dobrze i tak dobrze = tak źle i tak źle.
_________________ "Jego dżwięk jest pełen słodyczy i piękna, a ponieważ doskonałe piękno jest nieosiągalne, zatem jest też pełen smutku." ...cytat z wypowiedzi Boba Brookmeyera na temat trąbki Wheelera.
Instrument/y: Antoine Courtois EVOLUTION IV
Ustnik/i: Stomvi Combi System nr 4
Pomógł: 60 razy Wiek: 33 Posty: 566 Skąd: Szczecin
Wysłany: Pią 22 Sty, 2010 00:30
...Właśnie dlatego najbardziej odpowiednim rodzajem muzyki używanej podczas liturgii w Kościele jest chorał gregoriański - jednogłosowy śpiew, który Kościół katolicki uważa za wzór swojego śpiewu ponieważ jest czysty, jednogłosowy i budujący atmosferę modlitwy, medytacji i skupienia.
Rumcajs myślę, że nie ma co popadać w przesadę z tymi orkiestrami (mam tu na myśli solo trębacza) i gustami ludzi, że nagle coś się komuś spodobało... Solo w Kościele jest wtedy, gdy podczas gry lub śpiewu solowego nikt więcej nie śpiewa - tylko słucha. Wtedy jest to forma koncertu. Natomiast jeżeli ktoś podgrywa, np. właśnie na trąbce hymn "Chwała na wysokości Bogu", a podczas tego śpiewa cały kościół i grają organy to grający trębacz nie jest wówczas solistą. Wręcz przeciwnie przyczynia się on do jeszcze większego uwielbienia i uwznioślenia tego momentu. I nie ważne, że jest głośniejszy niż organy i ludzie. Ważne, że swoją grą nie przyczynia się do ustania śpiewu, a tylko ten śpiew wzmaga.
Osobiście jestem osobą praktykującą i byłem nie raz w takich sytuacjach, tzn. kiedy ja byłem na kościele jako "lud Boży", a ktoś podłączał się do jakiejś pieśni np. na skrzypcach. Uczucie wtedy jest niesamowite bo ludziom w ławkach bardziej się chce uczestniczyć w tym co się dzieje. Bo przecież ten skrzypek gra coś co ludzie znają i zawsze śpiewają w tym momencie. Więc niby dlaczego nie mieli by śpiewać teraz, nawet jak on gra. A im ludzie bardziej śpiewają tym ładniej się chce grać muzykom. Jedno napędza drugie. I o to chodzi w budowaniu jedności (muzycznej) i dbaniu o piękny śpiew w kościele.
Wzniosłość jest wtedy kiedy wszyscy i jak najlepiej, a nie wtedy kiedy pan prof. od instrumentu zamyka wszystkim buzie pokazując ile to on nie potrafi - i nie ważne, że rzeczywiście potrafi...
Pozdro
_________________ Nie jest ważne co grasz, ale jak grasz. Kiksare humanum est Wyróżniony w konkursie Mottywator
_________________ "Jego dżwięk jest pełen słodyczy i piękna, a ponieważ doskonałe piękno jest nieosiągalne, zatem jest też pełen smutku." ...cytat z wypowiedzi Boba Brookmeyera na temat trąbki Wheelera.
Nie, tzw. zdrowy rozsądek nie wystarczy.
Są w kościele chwile, gdy wszystko musi się odbywać ściśle według ustalonego rytuału i wtedy nie ma miejsca na cokolwiek obcego, także na solo trąbki.
Są natomiast chwile, gdy panuje większa swoboda i można sobie pozwolić na występ solowy.
Podstawowa sprawa to zapoznać się z dokładnym znaczeniem takich pojęć, jak liturgia, msza, nabożeństwo, zgromadzenie, ślub, koncert itp., itd. Tych terminów nie wolno mylić, z dyskusji widać jednak, że część osób nie orientuje się w tym zupełnie. Tymczasem tu właśnie jest klucz do zrozumienia zasad, o których rozmawiamy, dlatego polecam użycie słowników i encyklopedii.
Co do fanfar na Jasnej Górze, to po prostu mamy do czynienia z zastosowaniem dość rzadkiej, jednej z kilku form liturgii.
Nie zapominajmy także o istnieniu mszy - wielkiej formy muzycznej (orkiestra, chór, soliści) - w pełni zgodnej z liturgią i pełniącą jej rolę. Niektóre z nich (od lat '60) stworzono w stylu rockowym (z czym wiąże się m. in. stosowne instrumentarium)!
Chciałbym także przypomnieć, że organy są dopuszczone do liturgii od stosunkowo niedawna, licząc czas istnienia kościoła katolickiego.
Pomógł: 6 razy Wiek: 20 Posty: 157 Skąd: Wiesz, że mnie masz
Wysłany: Nie 31 Sty, 2010 11:31
hmm... Gdybym dawał koncert w kościele to może i bym się odważył na zagranie tak tego utworu, ale tak jak piszę "Może".
Jeśli chodzi o śpiew, no może był trochę za wysoki, powinien być nie co niżej, ale jak dla mnie, koleś zaśpiewał super, a jak dobrze wiecie, nie raz, nie dwa się spotyka faceta o sopranie koloraturowym, czasem to kobiety mają trudność by wyciągnąć dany dźwięk, a Goście poprostu bez największych problemów go wydobędą.
Dla mnie było bardziej rażące drugie wejście trąbki, po tym śpiewie.
wg mnie zepsuło to nastrj tego "Ave Maria".
Jak dla mnie, nie powinien tak szarżować - ale to tylko moje zdanie i możecie się z nim nie zgodzić.
Ja również nie krytykuję grającego, bo zagrał ładnie, tylko piszę o moich odczuciach i jak ja bym to zagrał.[/code]
Instrument/y: Kilka cosi....
Ustnik/i: Vincent Bach CORP. 1C i Bach 7C
Pomógł: 66 razy Wiek: 24 Posty: 1551 Skąd: Opole
Wysłany: Nie 31 Sty, 2010 11:55
Ja tam jakoś nie specjalnie się mam czego czepić. Fajnie zagrane, ciekawie zaśpiewane. No może to drugie wejście rzeczywiście jakoś nie do końca oddaje charakter utworu. Ale panie i panowie tak szczerze... to które z nas lepiej by to wykonało. Dlatego podziw i uznanie.
Ja gdybym mógł to bym to chętnie w kościele zagrał... no ze śpiewem byłoby gorzej... Jednak posługując się basem pewne rzeczy w śpiewie nie specjalnie wchodzą w rachubę.
_________________ Już od najmłodszych lat mój spaczony charakter mówi mi, że jestem inny niż ogół śmiertelników. Tu również odnoszę sukcesy.
osobiście uwielbiam grać w kościele, slyszac jak moj dzwiek rozchodzi sie po calej przestrzeni. Od razu dzwiek nabiera takiego kolorytu charakterystycznego.
Pomógł: 6 razy Wiek: 20 Posty: 157 Skąd: Wiesz, że mnie masz
Wysłany: Nie 31 Sty, 2010 12:11
jazztrumpet, kto nie lubi? jak jego dźwięk tak "pięknie" się rozchodzi?
Jednak nie w każdym kościółku da się ten efekt osiągnąć, ale najfajniej to gra się w katedrach, bazylikach, jakichś dużych kościołach, gdzie jest duży pogłos, gdzie ten dźwięk się tak jakby utrzymywał w powietrzu, w murach, choć my już dawno przestaniemy grać. Żebyście mnie źle nie zrozumieli, nie lubię, gdy jest takie duże echo, natomiast lubię, gdy ten dźwięk się tak niesie i tak wybrzmiewa. sprawdza się to fajnie w wolnych, przyjemnych utworach.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum