Wysłany: Sob 16 Sty, 2010 13:50 Polskie Szkolnictwo Muzyczne
Chciałbym, aby w tym temacie wypowiadały się osoby, które kiedyś uczęszczały bądź nadal chodzą do szkoły muzycznej.
Założyłem ten temat, ponieważ chciałbym się dowiedzieć jak wygląda szkolnictwo muzyczne w różnych rejonach Polski, a nie tylko te - które przykładowo ja widziałem i przeżyłem. Głównym natchnieniem do utworzenia tego tematu jest wątek z: http://www.trumpeters.pl/...t2956.htm#28625 Zależy mi również, abyśmy podeszli do tej sprawy bardzo krytycznie - wyciągając całą "problematykę" omawianego tematu.
Więc może zacznę
Na pierwszym miejscu co mi się najbardziej nie spodobało w PSM-ie ( jak w I st. tak i II st.) to to, że przedmioty teoretyczne jakby to górowały nad samym instrumentem. Nie wiem jak w innych szkołach muz. ale u mnie przykładowo Literatura czy Historia Muz. znacznie przewyższała ważnością trąbkę. Rozumiem, że są to pewnego rodzaju podstawy muzyki i należy coś z nich wiedzieć i mieć do nich pewien szacuneczek, chociażby poprzez pamięć i dorobek wielkich muzyków czy też kompozytorów, ale zaś robiąc z tego na zajęciach obszerne wykłady i zmuszając do wkuwania 3-4 stron na pamięć, to uważam już za lekką przesadę. I zamiast ćwiczyć w domu ćw. Clarck'a lub Vizuttiego to niestety z braku czasu ważniejsze było aby wiedzieć kiedy tam Chopin czy Mozart się urodził i zmarł. (Oczywiście to taki mały żarcik, bo nauki było dużo więcej niż sama wiedza na temat urodzin czy śmierci Chopina i Mozarta heh)...
Co jeszcze...
Ciężko było mi pogodzić Technikum z PSM. Tam dużo nauki a tu również do potęgi nieskończonej! Myślę że jeśli bym się jeszcze kiedyś na nowo urodził, to na pewno wybrałbym się do liceum wieczorowego. Łatwiej wtedy jest pogodzić naukę tych dwóch szkół i myślę że spokojniej można byłoby się przygotować na studia muzyczne. No tak, ale po szkodzie każdy mądry...
Teraz kolej na was...
_________________ "Jego dżwięk jest pełen słodyczy i piękna, a ponieważ doskonałe piękno jest nieosiągalne, zatem jest też pełen smutku." ...cytat z wypowiedzi Boba Brookmeyera na temat trąbki Wheelera.
Instrument/y: Bach Stradivarius 37 ML
Ustnik/i: Warburton
Pomógł: 7 razy Wiek: 21 Posty: 165 Skąd: Gorzów Wlkp.
Wysłany: Sob 16 Sty, 2010 19:03
U mnie( w Gorzowie Wlkp.) w szkole od ponad 35 lat gry na trąbce uczy ten sam nauczyciel .
I zawsze było tak , że jak dobrze grałeś , robiłeś postępy to z przedmiotów teoretycznych byłeś "przepychany" dalej .
Oczywiście bez przesady wcale nie było tak że za nic nierobienie zdawałeś do następnej klasy , ale wystarczyło nauczyć się raz na koniec semestru na spr i raczej to wystarczało , no i oczywiście przymykano oko na ponad 50% nieobecności
U mnie w szkole kształcenia słuchu uczy kobieta , dzięki której ludzie idący np. na Akademie Wrocławską nie mają co robić na kształceniu przez całe studia (tak wysoki poziom wprowadza) , więc czasami wymagający nauczyciel ma swoje dobre strony ale są granice
Teraz jestem w 4 klasie II stopnia i muszę powiedzieć , że nauczyciele są bardzo rozważni jeśli chodzi o przedmioty teoretyczno muzyczne ( hist. muzyki , kszt. słuchu , harmonia ) , tzn . nie wymagają bardzo wiele , pozwalają się skupić na instrumencie , a jeśli są problemy to nauczyciel trąbki pomaga załatwić cały problem .:P
Mimo to nie można powiedzieć , że w tej sytuacji szkoła kształci jakieś "kaleki" muzyczne , wręcz przeciwnie . To właśnie moja szkoła muz . w Gorzowie i mój nauczyciel wykształcili wielu dobrych muzyków min.trębacza , którego na pewno można zaliczyć w swojej kategorii do jednego z lepszych w Polsce . Jest 1 trębaczem Symfonii Varsovia (http://www.sinfoniavarsovia.org/sv.php?ref=%2F) (Szkołę średnią ukończył chyba w 2003 roku).
Tak to wygląda w moich stronach .
Pozdrawiam serdecznie
Instrument/y: Schagerl T-2000L
Ustnik/i: CONN 5 1/2 C
Pomógł: 5 razy Wiek: 18 Posty: 84 Skąd: Pławno
Wysłany: Sob 16 Sty, 2010 21:11
W mojej SM jest troszke dziwna sytuacja z nauką gry na trąbce .. mianowicie uczy mnie nauczyciel który gra na puzonie ;D to troche wręcz głupie , bo nie wie nawet jak co się kryje .. i właśnie jak kolega Rumcajs wspomniał - niedobrze , że teoria panuje nad praktyką . Tak ogólnie to jest spoko. jedynie te dwie rzeczy są niedopatrzone ;]
_________________ ''Muzyk zmiesza orkiestrę najlepiej dobraną
Jeśli grając stara się aby go słyszano.''
Zestawienie 2h instrumentu 8h teorii, chóru na który musi chodzić każdy (a niektórzy wrzeszczą jak marcowe koty ;D) i wisienka na torcie w postaci "pianina przymusowego" chyba mówi same za siebie ;p
Kończę studia techniczne nie związanie z muzyką, ale zawsze pani od hitorii muz. wie najlepiej, że to właśnie jej przedmiot przyda Ci się najbardziej w życiu...
_________________ "Wcześniej, wcale nie znaczy lepiej...
Życie prowadzi do celu meandrami"
Instrument/y: Bach Stradivarius 37 ML
Ustnik/i: Warburton
Pomógł: 7 razy Wiek: 21 Posty: 165 Skąd: Gorzów Wlkp.
Wysłany: Sob 16 Sty, 2010 21:57
Damian to wcale nie jest dziwna sytuacja u mnie mój nauczyciel od trąbki uczył puzonu , tuby i waltorni ;p
Aktualnie uczy trębaczy i jednego tubiste . Czasami brakuje kadry do konkretnego instrumentu dlatego w 1 stopniu robi się takie roszady . Moim zdaniem w 1 stopniu nie przeszkadza to w edukacji ;p jednak na 2 stopniu powinien być już nauczyciel konkretnego instrumentu
[ Dodano: 2010-01-16, 22:01 ]
No chór szkolny to przesada ;p naszczęscie u mnie obowiązuje on tylko dziewczyny ;p
A pianino moim zdaniem dobrze że jest ... całego wesela na trąbce się nie da przegrać ;p dlatego trzeba mieć coś innego w zanadrzu , w moim otoczeniu u trębaczy najczęściej jest to właśnie pianino(klawisze) lub bas (gitara)
Instrument/y: Schagerl T-2000L
Ustnik/i: CONN 5 1/2 C
Pomógł: 5 razy Wiek: 18 Posty: 84 Skąd: Pławno
Wysłany: Sob 16 Sty, 2010 22:11
No w sumie nie dziwne, bo jak słyszałem w wielu szkołach tak jest , ale po prostu durne . bo jak można uczyć gry na trąbce , skoro nie zna się aplikatury ?
jesli chodzi o chór , to moja szkoła znalazła rozwiązanie jeśli nie chcesz chodzić na chór - uczeszczaj na zespól to jest nawet dobre . A dodatkowy fortepian to genialna sprawa . zeby grać na innych instrumentach , trzeba najpierw umieć grać na fortepianie . Takie jest moje skromne zdanie
_________________ ''Muzyk zmiesza orkiestrę najlepiej dobraną
Jeśli grając stara się aby go słyszano.''
Założenie jest takie że "pianino przymusowe" rozwinie Cię muzycznie a nie nauczy grać na fortepianie...
Więc nauczyciele się nie przykładają, co za tym idzie uczeń po pewnym czasie też olewa...
Większość "pianistów" ze sql po skończeniu studiów nigdzie nie grało i tylko uczy małe (czasem troche większe) dzieci, na egzaminach popijają kawę i wpieprzają ciastka... nikt Cie nie słucha, przygotowałeś 3 utwóry to Ci każą zagrac 1 + etiudę bo nie mają czasu na "tylu uczniów"
Faktycznie, wspaniała sprawa... pozatym poznałem nauczyciela od fortepianu, który prywatnie uczy (zwykle dzieci adwokatów, prawników, lekarzy) grać - teorii tylko tyle co trzeba tj. na przykładach podczas grania, a uczniowie mojej psm. mogą jego uczniom nuty przekładać na koncertach (po kilku próbach oczywiście ;p)
Samo zaangażowanie tych ludzi przyprawia mnie o mdłości... blee
_________________ "Wcześniej, wcale nie znaczy lepiej...
Życie prowadzi do celu meandrami"
Ostatnio zmieniony przez Arthur88 Sob 16 Sty, 2010 22:33, w całości zmieniany 1 raz
Instrument/y: Schagerl T-2000L
Ustnik/i: CONN 5 1/2 C
Pomógł: 5 razy Wiek: 18 Posty: 84 Skąd: Pławno
Wysłany: Sob 16 Sty, 2010 23:00
no właśnie . Nie gadamy tutaj o weselach , tylko o szkolnictwie ;D
Więc wracając do tematu .. myślę , że nasze szkolnictwo muzyczne nie stoi na tragicznym poziomie .. W mojej szkole w zadupnej mieścinie chwalą sie , ze mają jedną z najlepiej wykwalifikowanych kadr nauczycieli .. ile jest w tym prawdy- nie wiem ;D co nie zmienia faktu , że nie jest tak źle ;]
_________________ ''Muzyk zmiesza orkiestrę najlepiej dobraną
Jeśli grając stara się aby go słyszano.''
Instrument/y: Selmer Concept TT, stary Polmuz :)
Ustnik/i: Vincent Bach Corp. 1 1/4 C
Pomógł: 13 razy Wiek: 30 Posty: 790 Skąd: spod stolycy
Wysłany: Nie 17 Sty, 2010 21:01
powiem tak: uczę chłopaka bez wykształcenia teoretycznego (typu gamy, pasaże...) i jest ciężko.
uważam że polska szkoła nauki jest dobra, popieram chór/zespół i "fortepian przymusowy" (dodatkowy, obowiązkowy) dla niepianistów. jestem po kilku stopniach.
aha - da się połączyć LO ze szkołą muzyczną, sam jestem tego przykładem.
_________________ "Lubię czysty, nienacechowany dźwięk, jak czysty dźwięk bez nadmiaru tremolo i nie nazbyt dużo basu. Tylko dokładnie pośrodku. Gdy nie mogę uzyskać tego dźwięku, nie mogę w ogóle grać."
Instrument/y: Antoine Courtois EVOLUTION IV
Ustnik/i: Stomvi Combi System nr 4
Pomógł: 60 razy Wiek: 33 Posty: 566 Skąd: Szczecin
Wysłany: Nie 17 Sty, 2010 23:20
Szkoły muzyczne nie są obowiązkowe, więc jeżeli ktoś chce tam tylko chodzić dla zabawy lub grać tylko na instrumencie to niech idzie do jakiegoś domu kultury lub ogniska.
Szkoły muzyczne szkolą mają za zadanie szkolić zawodowców i profesjonalistów (szczególnie II stopień), a nie hobbystów. Po ukończeniu takiej szkoły dostajesz papier - tytuł zawodowy (po PSM II) i to później absolwenci wyrabiają opinię takim szkołom tym co z sobą reprezentują.
Nie dziwię się im, że cisną. Niech to robią nadal i to z jeszcze większym naciskiem. Bo tuż po takiej szkole już będziesz miał okazję pokazać swoje umiejętności i wiedzę - np. gdy pójdziesz na Akademię Muzyczną. A tam co...? Na orkiestrze dostaniesz nuty do transpozycji, a vista, a dyrygent jeszcze sobie zażyczy żebyś to zagrał w barokowym stylu jak we wczesnych utworach Bacha. I co wtedy zrobisz...? Dasz ciała czy wysmażysz to aż wszystkim szczena opadnie i dzięki temu będziecie mieć szansę utrzymać się na uczelni i ją skończyć.
Ten przykład z orkiestrą to fakt autentyczny... ale nie ważne.
W porównaniu np. do Niemców to nawet kiepscy polscy uczniowie zmiatają ich z powierzchni ziemi. Niemieckie szkolnictwo jest właśnie nastawione na zabawę z muzyką, a ostra praca zaczyna sie dopiero na studiach.
Jeżeli ktoś naprawdę wie po co poszedł do PSM to da radę ze wszystkim, a natłok zajęć tylko go ulepszy jako muzyka profesjonalistę. Jeżeli ktoś chce się tylko bawić to niech zabiera zabawki...
Nie ukrywam jednak, że czasami wtłaczają na niektórych zajęciach nieistotne informacje, np. szczegółowe życiorysy kompozytorów. To można by zmienić. Generalnie Polskie szkoły są bardzo dobre.
Pozdrawiam
_________________ Nie jest ważne co grasz, ale jak grasz. Kiksare humanum est Wyróżniony w konkursie Mottywator
Actrumpeter... Też tak uważam, więc podpisuję się pod twoją wypowiedź. Jeśli ktoś chce być z prawdziwego zdarzenia muzykiem, to musi też coś z tej dziedziny wiedzieć. Takie przedmioty jak kształcenie słuchu, harmonia, fortepian dodatkowy, orkiestra, zespół kameralny, wcześniej literatura muzyczna, później historia muzyki, formy muzyczne czy nawet chór mają nam ułatwić poruszanie się w sferach muzyki i również w tym kierunku nas doskonalić.
Byłem kiedyś w Niemczech na wymianie, i potwierdzam słaby ich poziom szkół muzycznych ( odpowiedników naszych szkół I i II st.). Zastanawia mnie jedno? Jak oni później zdążą się przygotować na Studia Muz.? Czy na Studiach zaczynają się uczyć od zera ?
actrumpeter napisał/a:
Nie ukrywam jednak, że czasami wtłaczają na niektórych zajęciach nieistotne informacje, np. szczegółowe życiorysy kompozytorów. To można by zmienić.
Pozdrawiam
U mnie w PSM-ie II st. było to niestety bardzo ważne, wręcz aż przesadnie.
_________________ "Jego dżwięk jest pełen słodyczy i piękna, a ponieważ doskonałe piękno jest nieosiągalne, zatem jest też pełen smutku." ...cytat z wypowiedzi Boba Brookmeyera na temat trąbki Wheelera.
A ja spotkałam się z nauczycielami, którzy przez cały semestr ćwiczą z uczniem grę dwóch, trzech utworów na trąbce ( I stopień w pewnym mieście , i to w sumie końcowe klasy) i potem wybierają coś na egzamin. I przepychają uczniów dalej, bo od każdego mają zarobek.
Wiadomo, uczeń wychodzi ze znajomością nut, pewnych faktów z historii muzyki, ale bez przesady- teorii można uczyć się też samemu. Zgrania z zespołem w orkiestrach.
Nie krytykuję bardzo szkolnictwa muzycznego w Polsce, żeby zaraz nie posypały się oskarżenia jakieś okrutne. Ale słyszałam historie o podobnych szkołach, jak ta opisana przeze mnie. Wiem, że można być bardzo dobrym instrumentalistą również bez nauki w szkołach muzycznych(oj znam kilku takich ) -kwestia treningów i chęci.
_________________ "Muzyka jest twoim doświadczeniem,myślami i mądrością. Bez nich nie zagrasz dobrze." - Ch.Parker
Instrument/y: Selmer Concept TT, stary Polmuz :)
Ustnik/i: Vincent Bach Corp. 1 1/4 C
Pomógł: 13 razy Wiek: 30 Posty: 790 Skąd: spod stolycy
Wysłany: Pon 18 Sty, 2010 23:14
damalu, to o uczeniu się 3 utworów rocznie - zależy w jakiej szkole. z osobami w pełni sprawnymi to nie bardzo wierzę (chociaż...), ale fakt, u siebie zdarza mi się tak robić. zależy też jaki utwór... no i inaczej, jak nuty poznajesz w domu, a inaczej jak uczysz się ze słuchu... no ale chyba nei o szkołach specjalistycznych tu mowa.
_________________ "Lubię czysty, nienacechowany dźwięk, jak czysty dźwięk bez nadmiaru tremolo i nie nazbyt dużo basu. Tylko dokładnie pośrodku. Gdy nie mogę uzyskać tego dźwięku, nie mogę w ogóle grać."
Pomógł: 6 razy Wiek: 20 Posty: 157 Skąd: Wiesz, że mnie masz
Wysłany: Wto 19 Sty, 2010 22:06
Witam,
Polskie szkolnictwo muzyczne stoi na dość wysokim poziomie.
Świadczą o tym osiągnięcia polskich muzyków na arenie między narodowej.
Rozwinął się temat uczenia trzech utworów w ciągu jednego półrocza. To fakt, system ten jest stosowany w szkołach specjalnych, takich jak m.in. Szkoła muzyczna działająca przy SOSW dla osób niewidomych i słabowidzących w Krakowie - tam kończyłem I stopień na akordeonie.
Dlaczego tak jest, trudno by było spamiętać 10 utworów na np. pianinie, a potem zagrać tylko 3 wybrane z nich. Osoby widzące muszą umieć z tych trzech dwa na pamięć, jeśli dobrze się orjętuję, a etiudę mogą grać z nutek. Wybiera komisja. Dlatego też, właśnie w taki sposób osoby np. z dysfunkcją wzroku mają takie ułatwienia. Ale z drugiej strony na to patrzeć, czy to jest ułatwienie? Tyle utworów się uczyć na pamięć?
Flet, trąbka, czy inne instrumenty melodyjne to nie problem w opanowaniu, czy nawet w nauczeniu się tych 10 utworków na nich. Ale teraz takie pianko, akordeon, organy kościelne, gdzie czasem naraz naciska się całe akordy złożone też dość często z nawet 7, lub 8 dźwięków.
Ja na każde półrocze musiałem mieć przygotowane 4 utworki, czyli na rok 8 do nauki. Na egzamin dyplomowy musiałem mieć ich 6 i te 6 utworów grałem na otwartym egzaminie - około 30 minut samego grania. Niestety wszystko to z pamięci, nie było innego wyjścia.
Wszystko opiera się na słuchu.
Taka nauka w pewnym stopniu ułatwia nauczycielowi pracę z dziećmi, dlatego, iż on uczy go od podstaw tego utworku, odrazu przekazuje mu jak to ma zagrać z jaką dynamiką, tłumaczy, pokazuje jaką artykulację ma zastosować. Wierzcie mi, nauka jakiegoś walca, polki, czy innych rytmicznych utworków to przyjemność, ale polifonia:) droga pełna męk.
Teoria nad instrument główny? Też się spotykam z takim podejściem nauczycieli. Każdy z pedagogów uważa (obojętnie, czy to technikum, czy LO, czy sql muz.), że jego przedmiot najważniejszy, dlatego trzeba umieć trochę kombinować. Sam osobiście bardzo nie lubię hist. muz. ale, trzeba to zaliczyć i nie ma innej rady, jak tylko się uczyć. Nauczyciel jak jest sumienny i chce coś osiognąć, to będzie cisnął, to dobrze, bo trzeba wiedzieć, np. jak w baroku grano, jakie wówczas były formy, dlaczego było tak, a nie inaczej. Ułatwia to interpretację utworu, która też jest ważna.
Pozdrawiam
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum