...Tak więc co z tego że przytoczymy tutaj z dwadzieścia definicji słowa CHAŁTURA i FOLKLOR jak i tak ludzie w naszym pięknym kraju nie widzą między nimi większej różni...
Immortal, zapędziłeś się w uogólnienia...Nie sądzę, żeby ten temat powstał jako wstęp do analizy rozumienia pojęć "chałtura" i "folklor" w Polsce...Chodzi tu chyba o nasze, forumowe odczucia.A te każdy wypowiadający się ma chyba jako tako zdefiniowane.
Skoro podparłem się słownikiem w swojej wypowiedzi, to znaczy że się z jego wytłumaczeniem utożsamiam, a nie tylko próbuję wrzucić jakąś definicję.
No i właśnie (jak w poście Semafora) - dla lepszego zrozumienia czyichś odczuć powinniśmy dołączyć do tego zestawienia pojęcie "kicz".
Żeby nie irytować Devila , zamiast Wikipedii zacytuję "Słownik języka polskiego":
Cytat:
potocznie, pejoratywnie: mało ambitna praca, zwłaszcza artystyczna lub naukowa, podjęta głównie dla zarobku i byle jak wykonana; również produkt takiej pracy
I tak ja rozumiem chałturę...A więc raczej nie jako typ pracy, ale jako sposób jej wykonania.W tym znaczeniu artysta grający do kotleta może być chałturnikiem, ale nie musi...Zależy to od tego, ile serca i umiejętności włoży w swoją pracę.Również amatorski zespół weselny może grać na poziomie chałturniczym (przeważnie niestety), ale może też tworzyć sztukę (nawet powielając znane już standardy) jeżeli ich granie wnosi coś nowego, coś co działa na słuchających pozytywnie, jeżeli ich muzyka "ma duszę"...Trudno to wytłumaczyć, to raczej się odczuwa...
Z definicji jasno wynika więc, że folklor a chałtura to dwie różne sprawy - chociaż oczywiście mogą się przenikać.
Dzięki.W takim kontekście powiedzenie o podparciu dźwięku powietrzem nabiera właściwego sensu...
Jedynie (ale to już czyste łapanie za słowa...) odniosę się jakoś do tego stwierdzenia:
Cytat:
Jeśli ktoś nie gra powietrzem to znaczy, że w którymś momencie przepływ jest zablokowany.
Myślę, że dla łopatologicznej jasności lepiej będzie użyć słowa "utrudniony" lub "zakłócony" niż "zablokowany" - przy zablokowanym nie ma dźwięku...
Chyba jednak poruszanie kilku tematów w jednym wątku jest bez sensu (jak "Zapytaj - odpowiemy..."), bo mój post przeszedł bez echa.Dlatego ponawiam go w nowym wątku:
Devil_inside napisał/a:
.. jeśli ktoś od początku uczy sie dobrze, stara sie grać powietrzem to instrument sie rozegra tak jak trzeba.
No i właśnie...Teoretycznie każdy wie o co chodzi - trzeba grać powietrzem...Ale przecież bez powietrza po prostu nie da się grać wcale.
Więc może ktoś rozszerzy to pojęcie - co to znaczy poprawnie grać powietrzem, a kiedy można powiedzieć że ktoś nim nie gra (choć tak naprawdę używamy go zawsze do grania)?Jak rozumiecie "podparcie dźwięku powietrzem"?
.. jeśli ktoś od początku uczy sie dobrze, stara sie grać powietrzem to instrument sie rozegra tak jak trzeba.
No i właśnie...Teoretycznie każdy wie o co chodzi - trzeba grać powietrzem...Ale przecież bez powietrza po prostu nie da się grać wcale.
Więc może ktoś rozszerzy to pojęcie - co to znaczy poprawnie grać powietrzem, a kiedy można powiedzieć że ktoś nim nie gra (choć tak naprawdę używamy go zawsze do grania)?
kołowiecwcale nie jest taki prosty. przynajmniej starsze pokolenie, ma z nim problem.
Nietrudno domyślić się z jakiego powodu...Przy graniu na uśmiechu jest raczej niewykonalny.Mnie też na jednym dźwięku wychodzi, tylko czasem przy zadęciu "Gillespy'ego" zmienia mi się lekko barwa na ciemniejszą i głuchszą.
Teoretycznie do opłacenia jest (po przybyciu do Polski) podatek VAT (22%) i cło (na instrumenty muzyczne chyba 3-4 %).Obydwa podatki liczone są od sumy - cena instrumentu + koszty transportu.
W praktyce (jeżeli wysyłany przedmiot nie ma zbyt wielkich gabarytów i jeżeli wysłany jest jako podarunek - "gift") takie przedmioty przychodzą w większości bez żadnych opłat...
Chyba że zwrócą uwagę celników lub po prostu będziesz miał pecha.
Przez pierwsze 2,3 tygodnie dmuchałem w starą trąbkę Amati (właśnie z nią miałem miałem spory problem z tłokami, bo leżała bez grania chyba z 10 lat...).W międzyczasie wypatrzyłem na e-bayu Holtona T602 z lekko powginanym roztrąbem, dzięki czemu kupiłem go za niecałe 200 zł...Śmiga teraz aż miło.
chociaż może niektórym taka trąbka wystarczy ale wątpię ...
no właśnie, ja nie oczekuje po sobie wielkiej wirtuozerii, i nawet nie mam "ambicji" grać w orkiestrze, po prostu chcę trąbić dla siebie, dla własnej przyjemności, może samospełnienia.
Zapewniam Cię, że granie na zacinających się tłokach ma się nijak do jakiejkolwiek przyjemności...
Zdrowych, pogodnych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia oraz f16 tym, którym na tym zależy a przepięknego tonu wszystkim trębaczom i trębaczkom życzy
Waldip