Ja improwizowałem przyciskanie tłoczków ;p najpierw miałem grac drugi glos, ale po chwili zdecydowałem sie grac pierwszy, bo jak nie slysze melodii to nie potrafie grac. Teraz juz umiem ;D
Instrument/y: Kilka cosi....
Ustnik/i: Vincent Bach CORP. 1C i Bach 7C
Wiek: 24 Posty: 1551 Skąd: Opole
Wysłany: Nie 26 Sie, 2007 10:23
Mnie nie zamykali w kantorku (na szczęście)...dość szybko zacząłem grać ale wynikało to raczej z deficytu muzyków w orkiestrze niż z jakiś nadzwyczajnych umiejętności prezentowanych przeze mnie... No cóż takie wtedy były realia...Jednak miałem o tyle dobrze że było jeszcze kilku nowicjuszów w orkiestrze którzy zaczęli grać niewiele wcześniej ode mnie albo w tym samym czasie... :wink:
_________________ Już od najmłodszych lat mój spaczony charakter mówi mi, że jestem inny niż ogół śmiertelników. Tu również odnoszę sukcesy.
A no widzisz. U mnie nie bylo deficytu ludzi i narybku no i z tym zamykaniem to nie na klucz hehe i tylko przez kilka prob, pozniej rzucono mnie (jak dla mnie) na gleboka wode i musialem grac...
Ostatnio zmieniony przez Bartek87 Nie 26 Sie, 2007 11:03, w całości zmieniany 1 raz
Instrument/y: Kilka cosi....
Ustnik/i: Vincent Bach CORP. 1C i Bach 7C
Wiek: 24 Posty: 1551 Skąd: Opole
Wysłany: Nie 26 Sie, 2007 11:00
U mnie był i jest nadal...ale to już inna bajka...a jeśli chodzi o debiut w orkiestrze to muszę przyznać że jest to pewnie dla każdego jakieś wyzwanie i jak napisałeś rzucenia na głęboką wodę... :wink:
_________________ Już od najmłodszych lat mój spaczony charakter mówi mi, że jestem inny niż ogół śmiertelników. Tu również odnoszę sukcesy.
Ja przyszedłem do orkiestry z pierwszą falą nowych(na początku było nas dziewięciu, do składu weszło czterech :razz: ). uczył nas drugi kapelmistrz, odpowiedzialny właśnie za nowych. Po 4 miesiącach nauki weszliśmy do składu i tam dopiero zaczęliśmy się uczyć marszów i utworów rozrywkowych.... Po jakichś 3 miesiącach opanowałem wszystkie utwory... I teraz gram :grin:
_________________ Trąbić każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej...
Instrument/y: Kanstul ZKT-1537 S
Ustnik/i: Stomvi 2c Megatone z tytanowym rantem
Wiek: 24 Posty: 277 Skąd: Poznań
Wysłany: Pon 27 Sie, 2007 10:44
Na poczatku siedzialem, sluchałem i ziewałem z nudów. Zawsze marzyłem ze by próba sie jak najszybciej skonczyla. A grałem wteyd na $ trabce. Jak zaczynałem grac to w tej orkiestrze bylo 15 trebaczy, a w tej chwili ta orkiestra juz praktycznie nie istnieje ;/ No ale znalazlem sobie inna z ktorej jestem bardzo zadowolony
Ostatnio zmieniony przez piciu555 Sro 29 Sie, 2007 00:41, w całości zmieniany 1 raz
Ja zaczynalem od drugiego glosu chyba jak wiekszosc , bo 1 głos miałby grać jakś nowicjusz? nie u nas. Piersze grania , wiadomo kościele , na Boże Ciało , Pasterka itd. po jakimś roku gry na trąbce , gdzie graliśmy głównie szkołę [ lutaka mniej więcej do 130 ćwiczenia doszliśmy] wszedłem do orkiestry no i grałem tylko te proste marsze. Zdarzało się że robiłem za statystę i udawałem ,ze gram. DObrze jest mieć kogoś dobrego w sekcji , gdzie pragnie się grac tak jak on . No i teraz gram 1 kornet i jest super
pozdro
Instrument/y: YTR 4335 GS
Ustnik/i: Vincent Bach 1 1/4 C
Wiek: 20 Posty: 492 Skąd: W-wa / Krk
Wysłany: Wto 28 Sie, 2007 22:47
Ja weszłam do orkiestry po jakichś 5 miesiącach ćwiczeń - graliśmy wtedy głównie Lutaka (no to już tradycja, że się wchodzi na 107 ćwiczeniu "Karuzeli" Nawrockiego :grin: ) wogóle po czterech miesiącach gry już na obóz wakacyjny z orkiestrą pojechałam i tam prawie codziennie - w sumie z 8 prób było - miałam kontakt z muzyką i utworami orkiestry - ano i koncerty oczywiście były- no a jak . Wtedy dyrygent prosił mnie żebym grala, ale ja wolalam słuchac- i na dobre mi to wyszl- na lekcjach ćwiczyłam już potem glownieutwory orkiestrowe - jakies z tych prostszych w stylu "Amor, amor" , "Abba Ojcze" czy "Pod Papugami" . Potem od następnego sezonu (jak rok szkolny - od wrzesnia) chodziłam na regularne próby i grałam na koncertach w międzyczasie oczywiście nadal kontynuowałam lekcje, na których oprócz dalszej części Lutaka - no do jakiegoś 200 któregoś ćwiczenia doszłam , ale ze względu na przegrupowania i fakt, że jestem prawie najlepsza na swoim głosie, to książkę trzeba przystopować,m a więcej uwagi teraz na nutki orkiestrowe położyć (no bo co by to było, gdyby najlepszych akurat nie było... ktoś to musi zagrac ) - grałam utwory orkiestrowe .
Z czasem przyszedł czas na pierwsze solówki, filharmonię , przegląd orkiestr... i jest już dużo lepiej i pewniej niz na początku :smile:
Ostatnio zmieniony przez damalu Nie 17 Lut, 2008 19:33, w całości zmieniany 1 raz
mój początek był podobny do większości osób, siedziałem i coś próbowałem grać, pierwszy ''koncert'' był na stadionie w Płotach, pamiętam grałem tylko jeden długi, niski dźwięk 'e' przez cały utwór
No ja zaczalem grac w 3 klasie przy szkole muzycznej Ist. Pierwsze dwie proby byly ciezkie poniewaz to zaaklimatyzowanie... W sumie to z proby na probe bylo coraz lepiej i teraz juz rok jestem w big-bandzie i jak nie ma tylko kolegi I trebacza z IIst. to gram 1 :grin: od jakiejs polowy roku zaczelo sie improwizowanie, normalnie nikt nie chcial sie 'wychylac' ale chwala dyrygentowi za to ze kazal nam grac i uczyc sie tej improwizacji, teraz tylko bierze sie skale bluesowa i jakis podkladzik i sie pozniej na probie wymiata solowki:)
Pozdrawiam :razz:
_________________ Yeeeessss!!! We like it!
simply... trumpet ...
Moje poczatki byly dosyc przyjemne na pierwsza probe przyszedlem jak bylo niewiele osob a bylo to przed swietami i grali same koledy,ktore juz znalem, wiec poszlo elegancko. Na kolejnych probach jak zaczely sie juz normalne utwory to gralem co 2-3 nute bo tyle ich bylo nastepnie to wszystko ale tak cichutko. Trwalo to kilka miesiecy zanim zapoznalem sie ze wszystkimi utworami...po zaznajomieniu juz spokojnie smigalem glosno wazne, zeby miec wyrozumialego kapelmistrza
ja zaczynałem bardzo podobnie :razz: Najpierw miałem indywidualne lekcje z dyrygentem mojej orkiestry,odpowiednia praca przepony ćwiczenie gamy, a później dostałem proste ćwiczenia do gry Po 2 miesiącach od założenia calej orkiestry już siedziałem za pulpitem i próbowałem coś tam zagrać :smile: HEHE jak sobie to przypominam tak się chce smiać ze szok :grin: ale warto było!!! :wink:
_________________ Życie jest jak trąbka w orkiestrze jazzowej. Jeśli nic w nią nie tchniesz, nic z niej nie wyjdzie.
Louis Armstrong (1901–1971)
U nas w szkole wygląda to mniej więcej tak,że robią we wrześniu nabór i kto tam mniej więcej ma słuch to biorą.Mnie tak wyciągnęli z tłumu,potem 3 razy w tygodniu nauka z kapelmistrzem no i praktycznie po 3 miesiącach już nam kazał zostawać na próby całej orkiestry.Na początku raczej nieciekawie,bo jednak drugi kornet linii melodycznej nie gra.Ale potem jakoś poszło i pierwsze granie na Wigilii szkolnej na Jasnej Górze.No i następnego września - przeszedłem na pierwszy kornet.Z 6 chłopaków na początku zostało nas 2.
Taka to historyyyja ;]
Ja zaczynałem w nowo powstałej orkiestrze, więc nikt nie umiał jeszce grać. Na początku mieliśmy indywidualne lekcje, a potem jak mniej więcej każdy już coś umiał zagrać połączyliśmy się .
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum